Opowieść w odcinkach-ZDARZYŁO SIĘ OBOK NAS

ZDARZYLO SIĘ OBOK NAS-rozdział 11

Meme_Creator_1536851697763

Wysoki mocno zbudowany mezczyzna,opieral sie o krawędź wielkiej kamiennej misy.Wpatrując się w nią z uwagą.Długie włosy zaslanialy ramiona.Twarz miał surową,zryta wieloma bliznami.Mina niczym pokerzysty.Kompletnie nie wyrazajacej niczego a jedynie oczy zdradzaly,że pilnie sledzi coś dziejacego się w naczyniu.Wyprostowal się.Ręce skrzyżowal na plecach.Ruch spowodowal ciche skrzypniecie skórzanego plaszcza,który miał na sobie.Jeszcze chwile wpatrywal się w mise.Stukot okutych butów towarzyszył mu,kiedy w głębokiej zadumie spacerowal wokół nuej.W naczyniu wynanego z czarnego granitu i ustawionym na postumencie z tegoż samego materiału.Kiedy znów zwrócił swój wzrok ku niej,niespokojna mgła natychmiast ułożyła się w tafle nieprzeniknionej ciemności.By chwile później ukazać kompletnie niepasujacy swymi kolorami do czerni otoczenia obraz.

Nad osobą leżącą w ciasnym piwnicznym pomieszczeniu pochylaly się dwie inne osoby,kobieta i mężczyzna .Trzecia osoba krążyła wokół nich.Wykonywała jakieś gesty,sypala na podłogę niewielkie rzeczy.Cały czas coś szepczac.Na jednej ze ścian był namalowany obraz całkiem znajomej mu postaci.Jakkilwiek to co robili Ci ludzie mogło być ważne,to obraz najbardziej przyciągał jego uwagę.Przyglądał mu się bardzo długo.Jakby rozważając co z tym ma zrobić.Szukasz pomocy-myślał na głos-za późno,miałaś czas za życia ,ale go zmarniwalas.Chyba muszę Ci to przypomnieć.Czemu ich wybrałaś?

To wsumie nieważne,stara i jej gusla nie są groźne.Tych dwoje histeryków jeszcze mniej.Nie lubił zostawiać niczego slepemu przypadkowi.Mimo,że nie miało to większego znaczenua co Ci ludzie robią,wolał mieć wszystko pod kontrolą.Podniósł rękę do góry.Wykonał nią gest jakby chciał przywołać kolegę.Z ciemności otaczających pomieszczenie wyłoniły się cztery postacie.Powoli podszedł do pierwszej z nich.Ogromnej postury trochę zgarbiony mężczyzna,ubrany był w dżinsowe ogrodniczki i okute buciory robocze,upaprany smarami w jednej ręce trzymał klucz francuski,a w drugiej wiertarke.Twarz jego wyrażała jedynie nueskonczony i nienasycony gniew.

Idź-powiedział do niego-znuszcz co stanie na drodze.Postać wycofała się znikając na powrót w ciemności,a on powoli podszedł do drugiej.Stał przed nim niewysoki pryszczaty dwunastolatek o niewinnym uśmiechu.Ot fajny chłopak z sąsiedztwa,który czasem dokucza tyle,że gniewać się na niego nie sposób.Z tylnej kieszeni wystawala mu proca,a w dłoniach obracal kuchenny nóż.Idź-znów się odezwał-uspij czujność i uderz.Kiedy wycofał się z ciemności,twarz młodzieńca zmieniła się z uśmiechniętej w szydercza maskę.

Mężczyzna obrzucil wzrokiem kolejną przywolana postać.Szczupła dość wysoka kobieta w bardzo wyzywajacym stroju.Uśmiechała się glupkowato nie wiadomo do kogo,co chwilę poprawiając swój makijaż i ubranie.Nieodłącznym elementem jej wyglądu był papieros.Jeden wypaliła to zaraz sięgała po drugi.

Idź-nakazał -skloc i rozpal rządze.Usluznie wycofała się w cień,pozostawiając w pomieszczeniu ostatniego przywolanego.Bardzo stary,ciężko opierajacy się o łaskę mężczyzna sapal i ocieral pot z czoła.Cały czas mamrotal coś pod nosem.Idź-wycedzil słowa-zasiej beznadziejnosc i brak wiary.Starzec zlorzeczac wycofał się także jak inni,w cień.On natomiast powrócił do misy w ,której ukazał sie teraz obraz zupełnie inny .W pomieszczeniu takim jak to,kleczala kobieta.Twarz miała ukrytą w koscistych dłoniach,jakby płakała.Patrzył na to z kompletnie obojętna miną.Była tu bo na to zasłużyła i nic tego wyroku zmienić nie mogło.Zamiast poddać się temu,rozpoczęła jakąś własną gre.Tego tolerować nie mógł.

Masz wiele na sumieniu-mówił do obrazu w misie-a teraz dolozysz jeszcze więcej.Oni nie są winni.To Ty ich w to wpakowalas.Ra zbrodnia spadnie na Ciebie.Odwrócił się gwałtownie, aż płaszcz zalopotal.Pomieszczenue w którym stał zmieniło się w długi korytarz.Na jego końcu był widoczny nieco jaśniejszy od czerni ścian zarts solidnych drzwi.Stukot butów towarzyszył mu,kiedy szedł w ich stronę.Położył dłoń na klamce”a ta ustąpiła.Pchnął i otworzył je.Najwyraźniej wyczula jego obecność.Bo choć drzwi otworzyły się bezszelestnie opuściła dłonie odsłaniając twarz.Jeszcze nim przekroczysz drzwi,wyciągnął dłoń w jej kierunku.Kobieta wydała z siebie stlumiony krzyk i upadła na posadzkę.Zacisnal dłoń w pięść.Leżąca jeknela z bolu i zaczęła wic się na podłodze.Stojąc nad nią patrzył jak cierpi.Przelał w tą torture cała wściekłość jaką wywołała w nim.Nie czuł przyjemności z zadawania go jej,ani też nie robił tego złośliwie.Złamała ustalone prawa.To miało przywołać ją do porzadku.Nie spieszyl się .Mieli całą wieczność.Z pustych oczodolow poplynela krew niczym łzy.

Jestem 28 letnia optymistką pomimo,że życie daje mi nie źle popalić.Interesuję się muzyką rock i metal,zwierzętami,fotografią i kocham czytać książki,zwłaszcza horrory

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: